Tych kilka nut, które wspominam z łezką w oku.

Tych kilka nut, które wspominam z łezką w oku.


Jaki smutny byłby świat bez muzyki. Nie wiem, czy też tak macie, ale ja muzyką otaczam się od świtu do nocy. Kiedyś, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami miałam wieżę, która wyłączała się po określonym czasie. Zawsze zasypiałam przy muzyce, wyobrażając sobie jak tańczę, albo jak jestem słynną piosenkarką, która śpiewa największe przeboje. Na budzik ustawiałam ulubione piosenki, mimo że wiązało się z tym ryzyko znienawidzenia ich po tygodniu. Do tej pory jak słyszę piosenkę Paparazzi Lady Gagi, myślę, że zaraz czas wstawać do szkoły. 
Zastanawiające jest to, jak kilka dźwięków w słuchawkach może poprawić humor. Zadziwiające, że smutne piosenki czasem mogą dać ukojenie. "Normalnie nie udamy się dobrowolnie do tłumu 20.000 ludzi, jednak ze względu na koncert Muse czy Radiohead zrobimy to." I to jeszcze zrobimy to z radością i koncert ulubionego zespołu, będzie jednym z najlepszych dni w naszym życiu! Ludzie tworzą całe społeczności w oparciu o konkretne gatunki muzyki, a niektórzy są nawet w stanie skreślić inną osobę przez to, że słucha np. popu. Taką siłę ma muzyka. 

Muzyka ma też siłę niesienia wspomnień. Tych dobrych, które wywołują na twarzy uśmiech i tych gorszych, gdy chcemy kliknąć "dalej" i nie słyszeć tych paru nut, które kojarzą się ze smutnymi wydarzeniami. W dzisiejszym poście podzielę się z Wami kilkoma piosenkami, które są dla mnie z jakiegoś powodu ważne. 

1. Na wojtusia z popielnika - KLIK
Czasy dzieciństwa, zwłaszcza tego najwcześniejszego to przede wszystkim kołysanki śpiewane przez mamę. Nie mogłabym więc pominąć mojej ulubionej. Niewiele pamiętam z tego okresu, ale gdzieś tam w odmętach mojej pamięci jest wspomnienie śpiewanej kołysanki. Właśnie tej. 

2. Ivan i Delfin - Jej Czarne Oczy - KLIK
Pamiętacie swoją pierwszą miłość? Moja pierwsza była taka dziecięca. Podstawówkowa. To był szkolny bal przebierańców, a jak bal to wiadomo - tańce. Nawet nie wiecie jak się cieszyłam, gdy kolega, który mi się podobał zaprosił mnie do tańca. Myślę, że nie trudno zgadnąć, jaka to była melodia. 

3. Piotr Rogucki - Mała - KLIK
Tą piosenką przeniesiemy się już do czasów licealnych. Do tej pory jest to dla mnie najpiękniejsza piosenka o miłości i nie potrafię zrozumieć dlaczego, bo wiem, że są lepsze, bo wiem, że tekst też lepszy mógłby być, ale różowy krem na cieście skradł moje serce i tak już zostało. Może zabrzmi to monotonnie, ale tu też chodzi o zakochane wspomnienie. O wyśpiewane słowa, w gwieździstą jesienną noc. Miłości już nie ma, ale piosenka została. 

4. Linkin Park - Ballad Medley - KLIK
I znowu miłość. Tym razem miłość do zespołu. Bardzo długo 90% piosenek, które słuchałam były to piosenki Linkin Park. Odnajdowałam w tych piosenkach i smutek i złość i radość. Jestem jedną z tych osób z cytatu powyżej. Normalnie unikam tłumów, ale koncert ulubionego zespołu, to był jak do tej pory mój najlepszy dzień w życiu. Jechałam na drugi koniec polski. Nie spałam od bladego świtu, po koncercie nie miałam noclegu i czekając na pociąg włóczyłam się z siostrą po mieście podobnie jak wielu innych ludzi. Podobnie jak reszta śpiewając i radując się z tego, co właśnie się wydarzyło. Tych emocji opisać się nie da, wiem jednak że byłam nimi tak przepełniona że snu nie potrzebowałam wcale przez dwa dni (gdzie normalnie jestem strasznym śpiochem). Czemu ta piosenka? Gdzieś tam na tym nagraniu jest i moje światełko. Gdzieś tam w tym nagraniu niesie się i mój głos śpiewający ten cudowny zlepek kilku piosenek zespołu. 

5. Happysad - Bez znieczulenia - KLIK
Obecna miłość też zaczęła się muzycznie. Płyta otrzymana na urodziny, puszczamy ją co jakiś czas do tej pory mimo, że minęły już cztery lata. I za każdym razem przypomina nam się pierwsze wspólne spotkanie i początki znajomości. 

Oczywiscie jest to jedynie ułamek moich muzycznych wspomnień. Nie ukrywam, że pisanie tego postu sprawiło mi ogromną przyjemność, właśnie przez wspomnienia. Ciekawi mnie, czy i u Was muzyka niesie ze sobą wspomnienia? Jakie to są piosenki?
Przy okazji zapraszam do zakładki KĄCIK MUZYCZNY - KLIK, w której zachęcam do dzielenia się swoją muzyką. Będzie mi miło poznać Wasze muzyczne gusta. 


"Być kobietą, być kobietą" - dlaczego bycie kobietą jest fajne.

"Być kobietą, być kobietą" - dlaczego bycie kobietą jest fajne.


       Bycie kobietą nie jest łatwe. Ten comiesięczny PMS, wahania nastrojów, niekontrolowane wybuchy. Okropny ból przeżywany podczas porodu, rozstępy, celulit... STOP! Starczy tego narzekania. Fakt, bycie kobietą czasem jest trudne. Fakt, czasy się zmieniły i mamy lepiej niż nasze babki i prababki. I fakt, że mimo wszystko, bycie kobietą jest fajne! 
"Kilka powodów" czyli dlaczego czasem warto zmienić pracę?

"Kilka powodów" czyli dlaczego czasem warto zmienić pracę?


      Kolejny taki sam poranek. Budzę się, jest jeszcze ciemno. Wyciągam rękę, by po chwili chaotycznego "macania" stolika nocnego znaleźć telefon i zaświecić sobie nim prosto w zmęczone oczy. Jest czwarta. Czyli za wcześnie. Kolejny raz. Wiem już, że raczej już nie zasnę. Wiem, że jeśli jakimś cudem zasnę, przyśni mi się sterta dokumentów, niezałatwione sprawy i złość kierownika. Nie chce zasypiać, nie chce wstawać. I na pewno nie chce iść do pracy.
Kto by nie chciał supermocy?

Kto by nie chciał supermocy?



      Sobotni poranek. Budzę się u boku mojego lubego, otulona ciepłą kołdrą i jego ramionami. Chwile ciszy przerywa znajomy odgłos, a w brzuchu pojawia się równie znajome ssanie. Trzeba coś zjeść. Rozglądam się więc szybko po pokoju. Spojrzeniem natrafiam na mój ulubiony szlafrok. Jak zwykle powieszony na drugim końcu pokoju. Z niechęcią wyciągam rękę spod kołdry i jednym ruchem przywołuje go do siebie. Czas zrobić śniadanie.


      Powoli gramolę się do kuchni, zastanawiając się, co chcę zjeść. Gdy już mam przekroczyć próg pokoju dochodzi do mnie myśl. Myśl nie moja, chociaż znajoma. Spoglądam kątem oka na leżącego chłopaka, w głowie mając podsuwane przez niego obrazy pysznej jajecznicy. Uśmiecham się tylko, do wyobrażenia dodaję odrobinę boczku i odsyłam mu ten obraz wychodząc z pokoju. Wchodzę do kuchni, wstawiam wodę na herbatę. Otwieram lodówkę i z rozpaczą przypominam sobie, że nie mamy szczypiorku. Przesyłam tą myśl do lubego, który niechętnie ubiera się i znika, by po paru sekundach pojawić się z zakupami. Jeszcze kilka minut i śniadanie będzie gotowe....

     W tym momencie się obudziłam. Luby leżał obok, ciepła kołdra grzała i nawet zaburczało mi w brzuchu. No prawie wszystko się zgadzało! Przez chwilę, trwając jeszcze po środku snu i jawy miałam chęć spróbować przywołać moje okrycie, jednak gdy tylko wystawiłam rękę spod kołdry, chłodne powietrze szybko mnie dobudziło. Od tego momentu przez pól dnia, za cokolwiek się zabierałam, w głowie brzmiała mi jedna myśl - "jak świetnie byłoby mieć supermoce!".

     Wyobraziłam sobie, jak to nie musiałabym marznąć w drodze do pracy, bo mogłabym sobie wyczarować ciepłą bańkę ochronną. Myślałam o tym, że co weekend mogłabym spędzać czas w innym miejscu na ziemi, teleportując się w parę sekund. O tym, że gdy tylko bym chciała mogłabym być niewidzialna i unikałabym osób, za którymi nie przepadam. I o tym, jak sprawiałabym, że czas zatrzymywałby się w najszczęśliwszych dla mnie momentach, tak, żebym mogła się nimi dłużej cieszyć. Rozważałam, co zmieniłabym w swoim życiu, gdybym mogła cofnąć się w czasie i o ile mniej stłukłabym szklanek, gdybym mogła spowalniać. Jakie proste byłoby życie!

     Z rozmyślań wyrwał mnie chłopak. Wpadł do pokoju, oznajmiając, że skończył pisać rudział magisterki. Spojrzeliśmy sobie w oczy, by po chwili jednocześnie powiedzieć:
   - To co, czas na kawę i ciastko? 
Może jednak czytanie w myślach nie jest takie trudne?

A Wy, jakie chcielibyście mieć supermoce?
I co byście z nimi chcieli robić - ułatwiać sobie życie, ratować świat? A może jedno i drugie?








"Kilka powodów" czyli dlaczego lubię internet.

"Kilka powodów" czyli dlaczego lubię internet.


     Dziś nie będę pisała o tym, że internet to dzieło szatana. Nie będę pisała też o tym, jak źle, że ludzie zamiast spędzać ze sobą czas siedzą przed monitorami komputerów i wpatrują się w ekrany telefonów. Nie będzie też o tym, jaki to pochłaniacz czasu i jaki to ogłupiacz naszych umysłów. O tym było już wiele wpisów.

      Spędzam w sieci dużo czasu. Niektórzy mogliby stwierdzić, że za dużo. Ale to tylko dlatego, że "za dużo" dla każdego wygląda inaczej. Ostatnio, podczas jednej z wizyt w wirtualnym świecie natknęłam się na artykuł o tym, jak bardzo zły jest facebook i internet ogólnie. Argumenty w nim podane były jak najbardziej sensowne. Trudno się było z nimi nie zgodzić. Jednak, czy to faktycznie jest tak, że to ten portal jest zły sam w sobie? Czy może wielu z nas nie umie z niego dobrze korzystać. Jako, że zawsze staram się doceniać pozytywy, postanowiłam stworzyć ten post. Post, w którym przyznaję się do tego, że lubię media społecznościowe, lubię internet i dobrze mi z tym!

     Nie wiem, czy zdarzyła Wam się kiedyś taka historia: jedziecie sobie spokojnie pociągiem. Wasze myśli krążą bezwiednie, podczas gdy wy wpatrujecie się nieobecnym wzrokiem w okno, obserwując mijane pola, łąki, lasy. W pewnym momencie w Waszej głowie, przez ten kłębek niepoukładanych myśli zaczyna przebijać się jakieś pytanie. Pytanie na tyle nurtujące, że chcecie natychmiast znać na nie odpowiedź. W świecie internetu, obojętnie jak bardzo abstrakcyjne jest to pytanie, jest duża szansa na to, że gdzieś jest odpowiedź. A jeśli nie ma, można podyskutować na dany temat z niemalże całym światem. W świecie bez internetu też można by było podyskutować. W mniejszym gronie. I poszukać informacji. W bibliotece. Ja jednak doceniam szybkość uzyskiwanych informacji, dlatego za to lubię internet najbardziej. Zdecydowanie.

     Pamiętam czasy, gdy wieczorne oglądanie ulubionego serialu z rodziną było niemalże rytuałem. Jedliśmy kolację, a potem wszyscy razem zasiadaliśmy do nowego odcinka "M jak Miłość". Teraz nie oglądam już telewizji, ale nadal oglądam seriale. W internecie. I to jest kolejna rzecz, za którą go lubię. Za to, że obojętnie, o której skończę swoją pracę nie przegapię ulubionego serialu. Że mogę wybierać i przebierać, i znaleźć coś, czego nie będę oglądać tylko dlatego, ze akurat nie leci nic lepszego w telewizji.

     Gdy chodziłam do podstawówki kontakt ze znajomymi miałam tylko w szkole i podczas zabaw po lekcjach. Ileż razy zdarzało się, że będąc w domu wpadłam na jakiś ciekawy pomysł, którym chętnie podzieliłabym się z koleżanką. Niestety, zanim miałam z nią kontakt, pomysł często uciekał gdzieś w krainy niepamięci. Teraz jest inaczej, bo w każdej chwili mogę wysłać komuś wiadomość, albo odpalić kamerkę i porozmawiać prawie jak na żywo. Po raz trzeci - jak ja lubię internet!

     Lubię słuchać muzyki. Praktycznie cały czas, obojętnie czy w pracy, czy w drodze do pracy, czy w domu - zawsze otacza mnie muzyka. Oczywiście, można słuchać radia. Ale ja wolę mieć swoje składanki i słuchać tego, co mi odpowiada najbardziej. Kiedyś nagrywało się kasety i płyty. Teraz mogę w każdej chwili znaleźć każdą piosenkę. I słuchać zespołów mniej znanych niż te, które w kółko przewijają się na radiowych stacjach. I jak tu nie lubić internetu?

     Bywa tak, że nie mam pomysłów. Czasem moja kreatywność zasypia, bo jak każdy musi czasem odpocząć. Kiedyś bywało tak, że jak mi coś nie wychodziło odkładałam to, co aktualnie robiłam i nie wracałam do tego więcej. Teraz odpalam Google, instagram, YouTube i szukam inspiracji. I zazwyczaj znajduje.

      Takich przykładów można podawać wiele. Zakupy, nauka gry na instrumencie, poradnik jak zdobić paznokcie, jak naprawić problem z niedziałającą pralką... Wszystko znajduję tutaj. W internecie. Na facebooku mam znajomych, wiele grup, do których należę i których posty czytam z ciekawością. A gdy jest mi smutno i akurat nie ma nikogo obok, kto by mógł mnie pocieszyć mogę odpalić filmiki ze śmiesznymi kotami. Każdy wie, że śmieszne koty i czekolada to dwa najlepsze sposoby na zły humor.
 
   
A propo Facebooka...zapraszam :)  Facebook - Świat zza szkiełek okularów
   
 
"I z wszystkim poradzę sobie!" czyli o małej Zosi Samosi, która we mnie siedzi.

"I z wszystkim poradzę sobie!" czyli o małej Zosi Samosi, która we mnie siedzi.


      Bycie samodzielnym ułatwia życie. Wiąże się też z pewnego rodzaju poczuciem bezpieczeństwa. W końcu siebie znamy najlepiej. Wiemy, że sami siebie nie wystawimy. A ludzie spotkani na życiowej drodze są rożni. Nigdy nie wiadomo, czy będą obok nas, gdy będziemy ich na prawdę potrzebować. Takie myślenie jest co prawda lekko pesymistyczne, ale kto z nas nigdy nie został przez kogoś wystawiony w potrzebie, ten ma ogromne szczęście. Tak mi się wydaje.    
Czasem nie tak łatwo być dobrym.

Czasem nie tak łatwo być dobrym.


      Ze zjawiskiem, o którym dziś chcę napisać spotkałam się już dawno. Grzebiąc w pamięci przychodzą mi na myśl wczesne lata szkolne. Niby teraz jestem dużo starsza, niby otoczenie wokół mnie zmieniało się już wiele razy, lecz pewne rzeczy ciągle się powtarzają. Ciągle na swojej drodze spotykam osoby, które wykorzystują innych i te, które dają się wykorzystywać. Kiedy jesteśmy mili i pomocni, a kiedy dajemy się wykorzystywać? Gdzie leży ta magiczna granica? Takie pytania chodzą mi ostatnio po głowie.
Nigdy nie będę kelnerką... Gdy los płata figle.

Nigdy nie będę kelnerką... Gdy los płata figle.




      Bycie kelnerem to ciężki kawałek chleba. Kiedyś tak nie myślałam, ale czasem punkt widzenia zależny jest od punktu siedzenia. I tak oto idąc do pizzerii, zamawiając cokolwiek nie doceniałam pracy kelnerów. Ba! Czasem nawet uważałam, że jak można się tak wlec i ileż to można przygotowywać napoje! Los lubi płatać figle. Oj lubi.    
Najpierw wypada się przywitać...Dzień dobry!

Najpierw wypada się przywitać...Dzień dobry!

  


       Początki... Początki przeważnie nie są łatwe. Nie pamiętam jak uczyłam się chodzić, ale mama nie raz opowiadała, ze w tym okresie byłam bardzo posiniaczona. Zabawne jednak, ze dzieci mimo tych siniaków i upadków jakoś uczą się chodzić, potem biegać czy jeździć na rowerze. Gdzie ten upór podziewa się w dorosłym życiu? Ile z nas się za szybko poddaje, bo coś nie idzie po naszej myśli?
Copyright © 2014 Świat zza szkiełek okularów , Blogger